Author Archive for: troskliwa

troskliwa

About troskliwa

    Domowa ‚Nutella’ zdrowa i smaczna!

    Domowa ‚Nutella’ zdrowa i smaczna!

    Na wstępie od razu zaznaczam, że nie chcę nikogo zniechęcić do Nutelli bo sama czasami lubię zjeść świeżą bułę z tym kremem;P Natomiast nie każdy wie, że to co kochają miliony niekoniecznie jest dobre i zdrowe dla nas czy naszych dzieci. Dlatego dzisiaj podzielę się z Wami moim przepisem na domową Nutellę bez cukru, konserwantów i oleju palmowego.

    Zanim jednak to zrobię kilka słów o oryginalnej Nutelli, której powinniśmy raczej unikać niż ciskać naszym maluchom na śniadanie.

    • Dwie łyżeczki stołowe Nutelli zawierają 21 gram cukru, czyli 5 łyżeczek białego cukru
    • Nutella ma w swoim składzie również modyfikowany olej palmowy. Olej ten jest wysokoprzetwarzany i jednym słowem to czyste GMO
    • Nie wiem czy wiecie, ale przyjęcie wysokiej dawki cukru z samego rana podnosi ciśnienie krwi. Rezultatem tego są słaba koncentracja, nadpobudliwość czy agresja.
    • Lecytyna sojowa i wanilina to prawdopodobnie dwa najgroźniejsze składniki Nutelli. Generalnie lecytyna, podobnie jak olej palmowy, to jedno wielkie GMO i prowadzi do otyłości, problemów z tarczycą, zatwardzenia czy raka piersi. Wanilina ma zastępować vanilię, ale jest dużo tańszym produktem chemicznym, który zawiera glutaminian sodu oraz niewielkie ilości neurotoksyn, a taka bomba chemiczna może niszczyć komórki naszego mózgu.

    Jedynym dobrym składnikiem w Nutelli są orzechy laskowe. Ale zawsze musi być jakieś ale! Orzechy mają dużo kalorii i tak naprawdę nie są one w stanie odwrócić negatywnych skutków pozostałych składników tego lubianego kremu.

    Wiem, że nie brzmi to zbyt optymistyczni i być może, niektórzy z Was zaczną masowo wyrzucać słoiki z Nutellą do kosza ;P W sumie nie byłoby to takie złe, ale pamiętajcie, że wszystko jest dla ludzi. Jedynie te osoby, które wcinają chlebek z Nutellą każdego ranka, mogą sie troszkę zmartwić. Generalnie nie jestem za tym, aby aplikować to dzieciakom na kanapki i twierdzić, że to samo zdrowie bo fakty mówią same za siebie.

    No dobra! Koniec gadania i straszenia (chociaż niektórzy powiedzieliby, że Nutella to produkt szatana;p). Czas na zdrową przekąskę, którą przygotujecie w kilka minut. Będziecie potrzebować 5 składników:

    • 2 dojrzałe banany
    • 2 dojrzałe awokado
    • kakao (na początek dwie łyżki i jeśli uznasz, że jest za mało czekoladowe dodajesz więcej)
    • łyżka miodu
    • orzechy albo masło orzechowe (ilość zależy od Ciebie, ale mi wystarczyła garść)

    Wszystkie składniki blendujemy. I tyle!

    Domowa Nutella smaczna i zdrowa

    Domowa nutella zdrowa i smaczna

    Jedyne o czym musisz pamietać to, że jest to krem bez konserwantów itp chemii dlatego trzeba przechowywać do w lodówce i zjeść go w przeciągu 2-3 dni. I wiesz co jest w nim najlepsze? Jest pyszny i zdrowy dlatego możesz go podać swoim dzieciom bez poczucia winy! Dodatkowo jest odpowiedni dla vegan i osób na diecie bezglutenowej czy bezmlecznej.

    Smacznego!

    Hej Ty! Jesteś piękna!

    Hej Ty! Jesteś piękna!

    Tak Ty! Nie musisz się obracać za siebie żeby sprawdzić czy stoi za Tobą Twoja ładniejsza koleżanka, siostra czy kuzynka. Ty też możesz być piękna tylko musisz sobie na to pozwolić. Wiem, że to trudne bo sama często się z tym zmagam. Dzisiejsze media na pewno nam tego nie ułatwiają. Lansowany jest jeden kanon piękna do, którego zwyczajnym kobietom ciężko pretendować. Szkoda tylko, że niektóre z nas nie wiedzą, że to co pokazują media to jedna wielka iluzja.

    Usunąć kilka zmarszczek, troszeczkę się odchudzić, przykryć kilka pryszczy albo powiększyć piersi to dzisiaj nie problem. W dobie Photoshopa można podrasować każde zdjęcie. Czasem się zastanawiam czy jakbym spotkała jakąś modelkę/aktorkę na ulicy to czy ja w ogóle bym ją rozpoznała?

    Najgorsze jest to, że w ostatnim czasie sięgnęło się i nam Mamom. Coraz częściej pokazywane są w mediach celebrytki, które w mig wróciły do formy sprzed ciąży. I to jest OK. Jeśli pracowały na to latami, ćwiczyły czy katowały się dietami to dla mnie nie ma problemu. Tylko dlaczego żadna nie przyzna się do tego w jaki sposób to osiągnęła? Wygląda to tak jakby po prostu stało się i już. Albo to…geny. A po jakimś czasie okazuje się, że to skalpel. Poza tym jak można porównywać zwykłe mamy, które wszystko muszą robić same.

    Wkurza mnie też to co dzieje się na Instagramie. Te wszystkie piękne zdjęcia pokazujące idealne macierzyństwo. Nie! To wszystko to bujdy na resorach! Ktoś musi w końcu to powiedzieć. Żeby te wszystkie mamy, które patrzą na te zdjęcia nie myślały, że dom musi błyscześć, dziecko musi być pięknie ubrane i jeszcze mama w pełnym makijażu i kiecce jak na bal. Na śniadanie w łóżku też nie będzie czasu. I nie Twoje dziecko wcale nie musi spać jak aniołek. Może nie będziesz mogła układać go w przepięknych pozycjach do snu. Co? Chcesz przebierać dziecko w trakcie snu w ‚dizajnerskie’ ciuszki? Też wątpię żeby Ci się to udało. Ale możesz próbować i być kolejną Mamą z Instagrama, która próbuje innym wciskać kit.

     

    Chyba naprawdę, niektórzy myślą, że nam Mamom z mózgu zrobiła się papka a jedyną rzeczą, o ktorą się martwimy to kupka. Czas spojrzeć na siebie obiektywnie. Robisz co możesz. Nie musisz mieć wszystko zrobione na tip top. Najważniejsze, aby Twoje dziecko było najedzone, ubrane, czyste i żeby czuło się kochane. Jeżeli czegoś nie zrobisz dzisiaj to uwierz mi świat się nie zawali. A brudne naczynia dalej będą stały w zlewie. Nikt Ci ich nie zabierze. Mąż nie przestanie Cię kochać za to, że umyjesz je jutro. A może nawet pomyśli i zrobi to za Ciebie? Przecież nie musisz robić wszystkiego sama.

    Wątpisz w siebie? W to ak wyglądasz? Piękna musisz być tylko dla jednej osob- dla siebie. Jeśli będziesz tak o sobie myśleć to co stoi na przeszkodzie żeby i inni w to uwierzyli? Nie porównuj się. A już na pewno nie do tego co widzisz na ekranie komputera albo TV.

    Wiesz, że dla mnie naprawdę jesteś piękna? Przecież żadna brzydka istota na świecie nie dałaby rady sprowadzić na ten świat cudu jakim jest dziecko. Od dzisiaj powtarzaj sobie chociaż raz dziennie, że jesteś piekna a efekty przyjdą same.

    Na koniec cytat bardzo mądrej osoby:

    „Nie porównuj się z nikim innym na świecie. Jeśli to robisz, to siebie obrażasz!”  – Bill Gates

    Wakacje z dzieckiem. Co musisz wiedzieć

    Wakacje z dzieckiem. Co musisz wiedzieć

    Teneryfa to pierwsze miejsce, które odwiedziliśmy już dwukrotnie i jesteśmy pewni, że nie powiedzieliśmy w tej kwestii ostatniego słowa. Nie powinno Was więc dziwić, że to właśnie tam zabraliśmy naszego syna na nasze pierwsze wspólne wakacje. Oczywiście nie była to przyszłowiowa bułka z masłem i trochę strachu też było. Zwłaszcza, że lot miał trwać 5 godzin i nie byliśmy w stanie przewidzieć jak mały się zachowa podcas tak długiej podróży. Poza tym ciężko bylo przewidzieć jak zareaguje na tak wysokie temperatury, dłuższe dni, codzienne wycieczki itp. Ale nasze zmartwienia szybko poszły w nie pamięć bo mały zachowywał się jak rasowy podróżnik! I co najlepsze? W wieku 13 miesięcy zaliczył swój pierwszy wulkan! Jeśli się martwicie jak będą wyglądać Wasze pierwsze wakacje i czy dacie radę uspokoję Was. Dziecko nie musi być (jak to niektórzy mówią) przeszkodą, ie musicie zmieniać swoich wakacyjnych planów. Pozwólcie sobie na relaks i odpoczynek. Jedyne co musicie zrobić to przygotować się odpowiednio i wprowadzić w życie kilka zasad. Jakich? Oto i one:

    1.Chroń swoje dziecko przed słońcem

    Planujesz wyjazd do ciepłych krajów? Pamiętaj, że skóra dziecka jest delikatna i wrażliwa. Dziecko jest najczęściej narażone na popażenia słoneczne, odwodnienie, udar słoneczny, Aby temu zapobiec unikj wyjść w środku dnia (koło godiny 12) i zawsze mniej parasolkę przypiętą do wózka. Dobrym pomysłem jest zainwestowanie w małe, rozkładane namioty na plażę. Nasz Maluch w trakcie zabawy nad wodą miał zawsze na główce czapkę albo chutkę i specjalny kombinezon z filtrem UV. Kolejna rzecz to olejek do opalania dla dziecka. Mniej zapwsze przy sobie SPF 50 lub powyżej.

    2. Pij wodę butelkowaną

    Jeśli skłaniasz się ku Teneryfie tak jak my albo Egiptu czy innych krajów, gdzie panuje całkowicie inna flora, inny sposób przygotowywania posiłków itp nie ryzykuj i nie pij wody z kranu. Na Teneryfie woda z kranu to taka mała trucizna o wysokiej zawartości soli mineralnych. Wakacje spędzone na toalecie raczej nie należą do udanych, więc radzę uważać. Zwłaszcza jeśli przygotowujesz dziecku mleko.

    3. Apteczka!

    To bardzo ważne żeby przygotować sobie leki dla dziecka takie jak ibuprofen, sól morska do noska czy też żel na dziąsełka przy ząbkowaniu. Wszystko zależy od tego w jakim wieku jest Maluszek. Nie zapomnij tez o sobie. Smekta, stoperan czy węgiel to takie must have każdych wakacji. Nas niestety dopadł norowirus. Oczywiście nie byliśmy na to przygotowani i straciliśmy przez to cały dzień a ja dochodziłam do siebie przez kolejne trzy. Pamiętaj, że w obcym kraju leki będą miały ulotki pisane w innym języku dlatego też ważne jest żeby wziąć ze sobą te, które znasz i wiesz jak dawkować.

    4. To co dziecko potrzebuje najbardziej

    Czyli mleko i pieluszki. Jeśli używasz w Polsce dajmy na to Bebiko to wiedz, że za granicą będzie ono niedostępne. Dlatego najlepiej wziąć ze sobą całą puszkę. Pampersy w każdym markecie są inne dlatego też warto wziąć je ze sobą. A jeśli używasz oryginalnych Pampersów tak jak my to przygotuj się na ceny z kosmosu. Na Teneryfie maluśka paczka kosztuje ‚jedyne’ 11 euro i nie są one wcale tak łatwo dostępne. Wiedziona przeczuciem i doświadczeniem przygotowałam sobie wystarczającą ilość pieluch na wyjazd i pozwoliło mi to zaoszczędzić całkiem ładną sumkę 😉

    5. Zabawki i jeszcze raz zabawki

    Zabawki to cos co pozwoli Ci zająć Twoje dziecko w trakcie długiej podróży. Polecam przygotować sobie jedną zabawke, której dziecko jeszcze nie zna. Przynajmniej Maluch zainteresuje się nią na troszkę dłużej. Poza tym jadąc miejsce, gdzie jest plaża nie zapomnij o łopatce, wiaderku i foremkach. Piłka plażowa czy mały basen dmuchany to też fajne rozwiązanie zwłaszcza przy młodszych dzieciach.

    To już nie to samo

    Nie oczekuj, że Twoje wakacje będą przypomniać te beztroskie chwile woczynku zanim zostaliście rodzicami. Podróżowanie z dzieckiem na pewno wymaga od nas cięższej pracy, ale to wcale nie musi być coś nieprzyjemnego. Trening czyni mistrza, więć głowa do góry i pamięaj, że kolejne wakacje będą już ociupinkę łatwiejsze 😉

    Czy Ty też zazdrościsz Lewandowskiej?

    Czy Ty też zazdrościsz Lewandowskiej?

    Długo się zastanawiałam czy napisać ten posty czy nie, ale ostatnio tyle żalu i goryczy rozlało się po Internecie ze względu na płaski brzuch Anny Lewandowskiej, że jdnak postanowiłam zabrać głos. Tak jestem młodą (?) mamą i nie nie mam płaskiego brzucha jak deska do prasowania. I co jest mi z tym źle? Nie. Patrzę z zazdrością na inne mamy, które bez problemu wróciły do formy i to w ekspresowym tempie? No troszeczkę tak. Czy mam pretensję do Anny Lewandowskiej za to jak wygląda? Nie, ani trochę. I jakoś tak po ludzku nie mogę zrozumieć dlaczego niektórzy to tak przeżywają. Czy ona kogoś tym skrzywdziła? Czy komuś coś tym zabrała? No zapewne nie, ale to nie przeszkadza innym wbijać w nią szpilkę.

    Naprawdę tak ludzi dziwi jej wygląd? Przecież dziewczyna odkąd pamietam jest związana ze sportem. Ćwiczy chyba całe swoje życie i teraz ma za to przepraszać? A może ma udawac i sobie wkładać poduchę pod bluzkę żeby innym łatwiej się żyło? Czy naprawdę Wasz świat byłby bardziej kolorowy gdyby Anna Lewandowska ubierała się w szerokie bluzy i chowała po kątach? Zupełnie nie rozumiem tych śmiesznych felietonów pojawiającyh się w Internecie. Chyba każda normalna kobieta wie, że żona najlepszego polskiego piłkarza ma pieniędzy jak lodu i może pozwolić sobie na wynajecie niań, wyjść do SPA 4o razy dziennie, mieć podane posiłki do łóżka itp itd. No, ale co w tym dziwnego? Ukradli? Nie! Zapracowali sobie. A niektórzy mają z tym ogromny problem. Zazdrość to chyba taka nasza cecha narodowa…

    Idźmy dalej. Podobno wyglad Anny Lewandowskiej ma nas dołować. Ale niby czemu? Jeśli jesteś kobietą myślącą wiesz, że nie możesz porównywać się do kogoś kto był całe życie aktywny. Gdybym ćwiczyła przed ciążą i w czasie jej trwania to chyba normalne, że spodziewałabym się natychmiastowych efektów w postaci świetnej figury. Byłabym mega zdziwiona gdyby Lewandowska wygladała jak spuchnięty słoń.

    Wkurza mnie jak robi się z nas Matek jakieś totalne kretynki, które zamiast mózgu mają budyń. Czy naprawdę, któraś z Was wierzy w to co lansuje się na Instagramie czy w mediach? Osobiście nigdy nie myślałam, że macierzyństwo polega na leżeniu w łóżku z kawą w ręku i pstrykaniu sobie selfie. Już na pewno nie wyobrażałam sobie tego jako sielanki, gdzie mój dom świeci czystością i pachnie świeżością. Nie wierzę w wyidealizowany obraz Matki Polki. Nie jestem za tym, aby się umartwiać i robić za robot wielofunkcyjny. Ale też nie jestem za tym żeby leżeć i pachnieć a dzieckiem miałby się opiekować ktoś inny. Wszystko trzeba jakoś wyposrodkować. Trzeba przejść swoje: połóg, baby blues, nieprzespane noce, kolki, problemy z karmieniem, wyrzuty sumienia, czy też depresje poporodową. Tak to wszystko jest chlebem powszednim każdej matki, ale czy to znaczy, że mamy linczować i hejtować te, które mają w życiu trochę łatwiej? Czy ja mam teraz każdą napotkaną matkę, która jest szczuplejsza ode mnie i doszła do siebie po porodzie szybciej ode mnie, obrzucać błotem? Czy mamy je teraz pozamykać wszystkie gdzieś na odludziu bo swoim wyglądem mogą krzywdzić inne Matki? No hola, ale my chyba żyjemy w XXI wieku tak? Chyba umiemy odróżnić co jest prawdziwe a co nie? Czy łykacie wszystko co Wam serwują media?

    Mam dziwne wrażenie, że niektórzy pragną wybić się na serii hejtów w stosunku do Lewandowskiej. I jak widać przynosi to korzyści. Felietony czy blogi zostały zauważone a przecież o to chodzi prawda? Bo te osoby wcale nie walczą dla nas- Mam tylko dla siebie. Przecież w gazetach pojawiają się co chwile celebrytki, które urodziły i na drugi dzień wyglądają jak milion dolarów. A do tego wmawia się nam, że właśnie tak powinno się wyglądać i że to nowy model modnej Matki Polki. Ale Lewandowska jest łatwym celem. Jest popularna, bogata i ma przystojnego męża, który bije rekordy popularności na całym świecie.

    Spójrzmy na tą całą sytuację obiektywnie. My zwykłe Mamy nie będziemy wyglądały jak Anna Lewandowska. Chociażbyśmy stanęły na głowie. Nasze brzuchy będą dochodzić do siebie jeszcze długi czas. Nadprogrmowe kilogramy? Spokojnie wszystko w swoim czasie. Każda dochodzi do siebie w swoim tempie. Nie warto przyśpieszać bo wyniki mogą być odwrotne od tego co chcemy osiągnąć. Pamiętaj nie jesteś Lewandowską. Jesteś sobą. Jesteś Mamą najcudowniejszej istoty na świecie, więc dlaczego masz czegkolwiek zazdrościć innej kobiecie? To media chcą żebśmy ją hejtowały a tak naprawdę nie mamy za co. W końcu mamy swoje życie, które jest chyba bardziej interesujące niż to czy ktoś ma wyrzeźbione mięśnie czy też nie.

    Zanim wyruszysz w podróż z dzieckiem- 5 praktycznych wskazówek

    Zanim wyruszysz w podróż z dzieckiem- 5 praktycznych wskazówek

    Jeśli śledzicie naszą stronę na Facebook’u to wiecie, że wróciliśmy wczoraj z wakacji na Teneryfie! To była taka piewsza prawdziwa podróż z naszym Maluchem. Co prawda jak miał 6 miesięcy zaliczył już Rzym, Pizzę i Florencję, ale tym razem była to długa podróż, wymagająca od nas troszkę więcej wysiłku. Jedno jest pewne. Nie ma co się wzbraniać przed wakacjami z dzieckiem. Wiadomo, że nie będą one już wyglądały tak samo czyli bezstresowo i beztrosko, ale nikt nie obiecywał, że bycie rodzicem to bułka z masłem. Post ten, więc kieruję do tych rodziców, którzy planują w tym roku wywieźć swoje dzieciaczki poza granice kraju. Mam nadzieję, że nie przestraszycie się a wręcz przeciwnie uznacie, że nie taki diabel straszny jak go malują.

    Zadbaj o zdrowie

    Pierwsze i najważniejsze: Przygotuj się na nieoczekiwane. Może w czasie podróży dowiesz się, że Twoje dziecko ma na coś alergię? Może będziesz porzebować szybkiej konsultacji z lekarzem? Warto, więc zainwestować w ubezpieczenie zdrowotne. Nie zapomnij wyrobić sobie i dziecku Europejskiej KartayUbezpieczenia Zdrowotnego, która obowiązuje w obrębie UE.

    Wybierz mądrze miejsca w samolocie

    Niby to oczywiste, ale niekoniecznie dla każdego 😉 Zanim zostaliśmy rodzicami było nam obojętnie jakie zostaną nam przydzielone miejsca w samolocie. Zazwyczaj modliliśmy się o te przy wyjściach awaryjnych bo więcej miejsca na nogi. Już krótko po tym jak zaczęliśmy latać z Małym stwierdziliśmy, że nie będziemy polegać na automatycznym przydzielaniu miejsc i troszkę zainwestujemy w to, aby było nam wygodniej. Teraz wiemy, że najlepiej wybierać miejsca z przodu samolotu- odczuwa się mniej wstrząsów i jest troszkę ciszej. Dochodzi do tego czas wyjścia z samolotu po lądowaniu. Nie ukrywajmy, że siedząc z przodu można zrobić to szybciej.

    Spakuj tylko potrzebne rzeczy

    Naprawdę dziecko nie potrzebuje 40 walizek. Najważniejsze rzeczy to pieluszki, chusteczki nawilżane, jedzenie (mleko, słoiczki itp nie podlegają regule 100 ml), ulubiona zabawka i ciuszki. Warto przed wylotem sprawdzić czy tam, gdzie lecisz są dostępne pieluchy czy kosmetyki, które zazwyczaj używacie. Dzięki temu zaoszczędzicie dużo miejsca w swoim bagażu. Najlepiej zrobić listę, aby pamiętać o wszystkich niebędnych rzeczach. Przynajmniej w czasie pakowania unikniesz zbędnego stresu i poczucia, że o czymś zapomnieliście.

    Sprawdź jakie udogodnienia oferuje Twój hotel

    Niemal oczywistym jest, że obecnie większość hoteli jest dostosowana dla rodzic z dziećmi, ale zawsze warto sprawdzić co dokładnie mają one Wam do zaoferowania. Podstawowe rzeczy, ktore powinniście mieć do dyspozycji to łóżeczko dla dziecka, przewijak, parasol na plaży (przed basenem), który uchroni dziecko przed słońcem. Nie zapomnij też sprawdzić co jest w pobliżu Waszego hotelu. Naprawdę ważne jest, aby apteka czy jakiś lokalny market znajdowały się w niedalekiej odległości.

    Nie panikuj- daj sobie i dziecku czas

    Potencjalnie każdy wyjazd jest dla nas stresem. Wyobraź sobie, więc co czuje maleńkie dziecko, które nie zdaje sobie sprawy z tego co dzieje się wokół niego. To normalne, że może płakać trochę więcej niż zawsze. To normalne, że może czuć się mniej konfortowo niż zawsze. Ważne abyście bez względu na to starali się uspokajać Maluszka i być blisko niego. Spróbujcie trzymać się Waszej codziennej rutyny i nie pozwólcie, aby cokolwiek zepsuło Wasze wakacje. Dzieci mają chyba jakąś wrodzoną umiejętność szybkiej adaptacji do nowych miejsc.

    Dzieci trzymane na smyczy

    Dzieci trzymane na smyczy

    Mimo tytułu jaki dałam nie przeczytacie tutaj o dzieciach, które są krótko trzymane przez rodziców. Przeczytacie za to o wynalazku, który jest popularny w UK a w Polsce zaczyna też mieć swój okres świetności. Jeszcze parę lat temu widząc rodzica prowadzącego dziecko na ‚smyczy’ stukałam się w głowę i mówiłam ‚Boże żeby tak dziecko ograniczać. I jak to wygląda jakby psa na smyczy prowadzili‚. I każdy kto tak myśli pewnie ‚nawróci’ się przy pierwszej próbie ucieczki dziecka w trakcie spaceru. Serio chyba nie znam żadnego rodzica, który nie przeżyłby czegoś takiego.

    I to nie chodzi o to, że te ‚dzisiejsze dzieciaki takie nieusłuchane‚. Czy, że wstydzą się iść z nami za rękę. Po prostu dziecko chce mieć swoją przestrzeń. ‚Kawałek swojej podłogi’. Chcą odkrywać, dotykać, chodzić swoimi ścieżkami. I czego się im tu dziwić? Sa młodzi i ciekawi życia.

    Mój Szkrabek naprzykład uwielbia zbierać wszystko z ziemi. I to dosłownie wszystko jak leci. Kipy, patyki, kamyki.

     

    Wszystko musi być zbadane przez jego małe rączki. Widzi coś ciekawego to puszcza się w te pędy. I oczywiście nie patrzy ani pod nogi ani przed siebie. Byle gnać i poczuć ten wiatr we włosach. A że ulica? A że samochody? A że staw? A że dziura? Jemu to nic a nic nie robi. Ale jego mamusi tak i owszem. Niestety czasem ciężko podołać za takim małym nicponiem. Ciężko przewidzieć co mu do głowy przyjdzie. A jeszcze ciężej jak prowadzisz wózek, masz zakupy i jakieś inne bzdety pierdety. Wtedy taki mały to wie, że hulaj dusza piekła nie ma.

    I wtedy z taką matczyną pomocą i zrozumieniem przychodzi osławiona ‚smycz’. No żebyście wiedziały jak ja na to przeklinałam. Nie moglam uwierzyć, że coś takiego zakłada się tym niewinnym maluszkom. No a później nadeszła rzeczywistość zwana macierzyństwem. Dzieki Bogu ktoś to wymyślił. Zakładasz maluchowi taki plecaczek ze smyczką. On zadowolony bo ma ‚dizajnerskie’ cacko jeszcze najlepiej z ulubioną postacią z bajki. A ty? A ty zadowolona, że dziecka z oka nie spuścisz. Że Ci nie ucieknie. Że nie stracisz go na sekundę z oka a jeśli nawet to nic złego mu się nie stanie. W tłumie ludzi nikt Ci go nie zabierze. A na wyjazdach jaka to ulga.

     

    Poza tym pomyśl sobie jakie to dla nas ciężkie nadążyć za takim dzieckiem a co dopiero dla dziadków. Wyobrażasz sobie swoich rodziców w podeszłym wieku biegających za ich wsnukiem/wnuczką? Ty możesz stracić koncentrację a co dopiero oni. Ułatw więc to sobie i im.

    Ostatnimi czasy taką ‚smycz’ można zakupić w róznych formach. Tak jak wspomniałam z plecaczkiem, czy z szelkami, które zakładasz dziecku, a nawet jako sprężynkę, kórą zakładasz sobie i dziecku na nadgarstek. Wybierz to co będzie odpowiadało nie tylko dziecku, ale i Tobie.

    Piszę o tym właśnie teraz bo pogoda zaczęła nas rozieszczać i zachęcać do długich spacerów. Zadbaj o to by były one bezpieczne dla Ciebie i dla dziecka. Po prostu żeby było przyjemnie i bezstresowo.

    Nie przejmuj się tym co powiedzą inni. Na pewno usłyszysz sławetne ‚Trzymasz dziecko na smyczy‚. I co z tego? Otwórz się na nowości, które potrafią ułatwić nasze, już i tak, niełatwe życie rodzica.

    Gdy Twoje dziecko ma ponad 40 stopni gorączki…

    Gdy Twoje dziecko ma ponad 40 stopni gorączki…

    Nie będę Ci tutaj pisać o tym żebyś nie panikowała bo to jest raczej niewykonalne. W głowie ma się milion myśli, serce kołacze jak szalone i zastanawiasz się co robić. W takiej sytuacji naprawdę ciężko zachować zimny rozsądek czy też opanowac nerwy. Wiem bo sama to przeżyłam. Przez pierwszy rok Szkrabek nic nie chorował. No powiedzmy, że katarku nie będę zaliczać do chorób. Leków prócz paracetamolu jako tako też nie przyjmował. Jedyne co nam dokuczało to bolesne ząbkowanie. Byłam naprawdę wdzięczna za to, że mały był raczej okazem zdrowia. Aż przyszedł ten felerny dzień, o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć.

    Koło 22.30 nasz synio zaczął przeraźliwie płakać. I to nie był byle jaki płacz. To był histeryczny płacz. Taki, którego nigdy wcześniej u niego nie słyszałam. Trzymając go w objęciach czułam, że ma gorączkę, ale nie podejrzewalam, że aż taką wysoką. Gdy termometr pokazał nam 40.3 °C równocześnie zamarliśmy i nie wiedzieliśmy co robić. Po chwili szoku musieliśmy się jakoś otrząsnąć. Nie wiem co i jak i dlaczego, ale coś mi podpowiadało co należy w tej sytuacji robić. Szybko rozebrałam małego do pampersa, podaliśmy mu paracetamol i robiliśmy zimne okłady na czoło, ale on nie przestawał płakać, a temperatura ani drgnęła. W tym czasie robiłam wszystko co umiałam, aby malutki chociaż trochę się uspokoił. Tuliłam go do siebie, bujałam w ramionach i śpiewałam jego ulubione piosenki. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Był strasznie zmęczony, ale nie mógł zasnąć. Płakał w niebogłosy aż się zanosił tym płaczem. Postanowiliśmy, że nie ma na co dłużej czekać i trzeba zadzwonić na 111.

    Na nasze nieszczęście był to dzień, gdy angielski odpowiednik naszego NFZ został zaatakowany przez hakerów. Pani chciała nas wysłać do szpitala oddalonego o 3 h od naszego miejsca zamieszkania. Już widziałam jak mój mąż zaczyna pękać i jakby mógł to by przeszedł przez słuchawkę od telefonu i rozerwał kogoś na strzępy. Miła Pani zaczęła przepraszać i tłumaczyć, że mają coś z systemem. Mąż nie chciał słuchać dalej, rozłączył się i wykręcił 999. Tutaj milion pytań do. Czy dziecko oddycha? Ile oddechów na minutę? Czy krwawi? Czy płacze? Mąż musiał stać w pokoju, gdzie mały wył jak syrena alarmowa, aby Pani mogła posłuchać i sobie przyrównać ten płacz do…Bóg wie czego. Na koniec dyspozytorka kazała nam robić wszystko to co wcześniej już zrobiliśmy czyli okłady, paracetamol itd i czekać do godziny na telefon zwrotny, aby sprawdzić jak gorączka postępuje.

    Załamałam lekko ręce. Chcę wierzyć, że w Polsce pogotowie przyjechałoby od razu. Oczywiście nie wiem czy tak by było, ale chcę się łudzić. Mąż już generalnie przekopywał się z nerwów przez podłogę do Chin. Oczywiście nie dziwiłam mu się bo w końcu drżał o zycie swojego dziecka. Zresztą tak samo i ja. Generalnie nie zamierzaliśmy się poddać i dalej walczyliśmy o przyjazd pogotowia. Mężu wykręcił po raz kolejny 111 i w rezultacie karetka zajechała po 2h. Do tego czasu temperatura spadła o 1 stopień.

    Mili panowie medycy zrobili małemu podstawowe badania, osłuchali go i stwierdzili, że raczej nic złego się z nim nie dzieje. Spytali jeszcze czy ząbkuje i uznali, ze to właśnie jest przyczyna całego zamieszania, ale na wszelki wypadek mamy się pojawić na następny dzien na pogotowiu. Tak też zrobiliśmy i tam mały znowu został zbadany, osłuchany, zajrzano mu do gardełka i uszu. Diagnoza? Jeśli przez kolejne dwa dni będzie utrzymywała się temperatura idźcie do lekarza…

    Ręce opadają. Generalnie wszystko opada portki, szczena, no wszystko i nie ma co zbierać…Pomyślałam, że to ta słynna 3dniówka skoro nie mogą niczego znaleźć. Ale gorczka utrzymywała się dłużej a wysypki brak. Mały słabł z dnia na dzień. Jak tylko zaczynał chodzić to od razu bęc na dupę. Po prostu nie miał siły:( Nie mogłam na to patrzeć. Czuliśmy się tak bezsilni, że nie możemu pomóc swojemu dziecku. Postanowiłam, że pójdę do tego zasranego lekarza i powiem, że chcę przekaz na pobranie moczu tu i teraz i nigdzie się bez tego nie ruszę! Na szczęście nie było to potrzebne bo miła pielęgniarka sama to zaproponowała. Nie wiem jak w końcu na to wpadli, ale po 4 dniach męki udało się.

    Coś musiało wyjść w tym moczu bo po 20 minutach miałam do odebrania receptę na antybiotyk. Huuurrraaaa! Po 3 dniach malutki wyglądał już lepiej i na pewno czuł sie dużo lepiej. Oprócz tego pojawiła mu się wysypka, biegunka i wyrosły trzy zęby. Śmiem sądzić, że to dziecko przeszło i 3dniówkę i zapalenie dróg moczowych i jeszcze do tego ząbkowanie.

    Ale przetrwaliśmy. I mam dla Was jedną radę kochane Mamuśki. Jeśli zauważycie, że dzieje się coś złego z Waszym dzieckiem. Dzwoncie na pogotowie. Nie dajcie się zbyć. Walczcie co sił. W końcu tak wysoka gorączka u małego dziecka to nie jest nic normalnego i zwiastuje jakiś stan zapalny. Warto też sprawdzić mocz. Następnym razem to będzie pierwsze co zrobię.

    Niezbędnik matki karmiącej butelką

    Niezbędnik matki karmiącej butelką

    Karmisz butelką lub masz zamiar i nie wiesz jak się za to zabrać? Dobra wiadomość jesteś we właściwym miejscu. Poznasz tutaj wszystkie potrzebne rzeczy, które ułatwią Ci karmienie i dzięki którym zdobędziesz trochę cennego czasu dla siebie.

    Na początku sama nie wiedziałam jak to wszystko poogarniać. Jak myć butelki, czego do tego używać. Jak je suszyć i przechowywać (?!) Jaką temperaturę powinna mieć woda, aby odpowiednio przygotować mleko. A co z dłuższymi spacerami? Generalnie jak to zwsze bywa w głowie pojawiało się milion pytań bez odpowiedzi, ktorych szukałam w Internecie. Niestety znajdowałam tam tysiące różnych sposobów, każda mama miała swoje zdanie. Niektóre diametralnie się różniły a inne były do siebie podobne. Postanowiłam, więc iść za glosem rozsądku i trochę pokierować się matczynym instynktem i tak doszłam do takiej wprawy, że dzisiaj mogę się podzielić swoim butelkowym must have 😀

    No to zaczynamy listę!

    1.Podgrzewacz do butelek i słoiczków

    Szczerze to nie wyobrażam sobie życie mego bez niego:D Na początku biegałam w nocy z góry na dół, aby przygotować mleko a mały darł sie w niebogłosy bo chiał jeść tu i teraz. No, ale co trzeba było przygotować wrzątek. Po krótkim czasie zaczęłam przygotowywać wodę w termosie i zimną w dzbanku, ale weź Pani odmierzaj to w nocy przy zgaszonym świetle i tylko małej lampce nocnej. A poza tym jak się jest na pół śpiącym to traf do butelki. Kiedy kupiliśmy podgrzewacz to nie mogłam uwierzyć, ze tak długo nam to zajęło. Posiadając to cudeńko wystarczy nalać do butelki odpowiednią ilość wody i nastawić program. U nas to zawsze przekręcamy poza 1 i jest super. Woda ma temperaturę odpowiednią do picia:)

    2. Steryliztor do butelek, smoczków itp

    Sterylizacja jest naprawdę ważnym krokiem w kierunku utrzymania zdrowia naszych maluszków. Pozostawione resztki pokarmu to doskonała pożywka dla bakterii, a układ pokarmowy dziecka jest jeszcze niedojrzały i bardzo wrażliwy. W sterylizatorze butelki i smoczki poddawane są działaniu pary wodnej o temperaturze przekraczającej 100°C, dzięki czemu giną wszystkie zarazki, czas sterylizacji wynosi kilka minut (nasz sterylizator potrebował około 10 minut), następnie przez kilka godzin można w nim przechowywać butelki. Wiadomo, że można też wygotowywać, ale dla mnie to była strata czasu. Stanie przy garnku nie wchodziło u mnie w grę. Zwłaszcza, że sterylizowałam po każdym użyciu i wygotowywanie z małym dzieckiem na ręku jakoś do mnie nie przemawiało.

    3. Pojemnik na mleko w proszku

    To było coś bez czego na wyjazdy i spacery ani rusz. Coś na co zawsze musiało znaleźć się miejsce w torbie:) No bo wyobrażacie sobie brać całą puszkę mleka na spacer? No chyba nie. A takie małe pudełeczko z przegródkami na 3 porcje mleka? Jeden z lepszych wynalazków ever. Dzisiaj służy nam nocami. Wrzucam sześć miarek do jednej z przegródek, butelkę z wodą trzymam w podgrzewaczu i mleczko mam gotowe w parę sekund.

    4. Termos i szklany dzbanek

     

    W nocy u mnie to nie zdawało egzaminu bo często nie widziałam, gdzie leję wodę:D Natomiast w dzień jak najbardziej jestem na tak. Na początku wiadomo, że maluszek nie je zawsze o tych samych porach i często gęsto mleko trzeb przygotowywać ‚na teraz’. Mając goracą wodę w termosie i zimną w dzbanku jest to jak najbardziej możliwe. Jeśli temperatura mleka ma być gotowa do picia to promorcję są następujące 2:1 czyli np 60 ml zimnej i 30 ml gorącej.

    5. Termoopakowanie do butelek

    Idealne na spacerki. Można przygotować sobie mleczko w domu (pamiętajcie, że mleko może stać do 2h) i włożyć do takiej torby, aby utrzymać odpowiednią temperaturę. W tym przypadku producent twierdzi, że tora utrzyma ciepło do 4h. Czasami wiedząc, że będę potrzebować mleko za ok 3h to wlewałam do butelki wrzątak i wkładałam do torby. Po tym czasie woda była gotowa do picia 🙂

    6. Suszarka do butelek i smoczków

    Jest mała a pomieści ok 8 butelek i tyle samo smoczków 🙂 Jeszcze nie mając jej musiałam odkładać butelki na suszarkę z innymi naczyniami i wdziałam, że co niektórych domowników troszkę to irytowało bo nie było miejsca na talerze:D Jak już miałam wszystko suche to zaczynał się problem, gdzie to trzymać. Dlatego zdecydowałam się na taką suszarkę i wszyscy byli zadowoleni:) Poza tym poo umyciu i sterylizacji nie należy wycierać butelek i smoczków. Łatwo je wtedy zainfekować bakteriami ze ścierki czy pozostawić na nich drobinki z papierowego ręcznika.

    7. Szczotka do butelek 

    Chyba nie zdziwi Was fakt, że taką szczotką dojdziemy do wiekszości zakamarków. Na pewno wyczyści butelkę lepiej niż zwykła szmatka czy gąbka. A to bardzo ważne, ponieważ niedokładne mycie akcesoriów do karmienia może spowodować zatrucia pokarmowe, biegunki, czy zakażenia grzybicze np. pleśniawki. Oczywiście pamiętaj, że taka szczotka nie może służyć do mycia innych rzeczy. Uywaj jej wyłącznie do mysia akcesoriów do karmienia.

     

    No i tak to wygląda. Niektórzy powiedzą, że dużo tego inni, że czegoś im jeszcze brakuje. Natomiast u nas każda z tych rzeczy przydawała (przydaje) się na 100%. Ciężko mi jest wyobrazić sobie bez nich moje matczyne życie:D Nie tylko ułatwiły mi życie, ale też zaoszczędziły mi mnóstwo czasu, który dla nas Mam jest bardzo cenny. Dajcie znać w komentarzach czy używacie coś z tego czy też macie jeszcze inne przedmioty, które sprawiają, że karmienie butelką to bułka z masłem.

    Dziecko w samolocie. Jak to przetrwać bez bólu głowy

    Dziecko w samolocie. Jak to przetrwać bez bólu głowy

    Zbliżają się wakacje i część z Was na pewno zastanawia się gdzie spędzić urlop. Jeśli takowy już zaplanowaliście i jeśli to wasze pierwsze wakacje z dzieckiem z pewnością koło głowy krążą myśli i pytania „Jak to będzie”. Korzystając trochę z własnego doświadczenia postanowiłam przybliżyć Wam troche podróż samolotem z dzieciaczkiem:) Może troszkę Wam pomoże w zdecydowaniu się na na lot gdzieś w ciepłe miejsce z plażami piaszczystymi i drinkami ze smłoką:D No co pomażyć dobra rzecz. A teraz przechodzimy do konkretów 🙂

    Pierwsza podróż z dzieckiem może być dosyć stresująca, zwłaszcza jeśli podróżujemy samolotem. Jak to wyglądało u nas? Powiem szczerze, że nie wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać i jak nasz syn zareaguje np. na zmiane cisnienia w kabinie. Dodatkowo na lotnisko jechaliśmy już o 3 nad ranem. Na szczęście nasz kochany syn jest cudownym dzieckiem i uwielbia (mam nadzieję) podróże tak samo jak jego rodzice.

    Po pierwsze zanim zaczniesz planowanie swojej podróży sprawdź, które lotnisko jest przyjazne rodzinie. Co to znaczy? Powinny być one wyposażone w miejsca do zabaw dla dzieci, przewijaki, dostęp do pierwszeństwa przy opdrawie i restauracje z menu dla maluchów oraz krzesełka. Niestety to wcale nie jest takie oczywiste na każdym lostnisku. W czasie naszej podróży do Rzymu na włoskich lotniskach przyszło nam przewijać małego koło zlewu-przewijaka brak.

    Płyny

    Po wyborze odpowiedniego lotniska trzeba się zastanowić co zrobić z mlekiem dla maluszka. Dobra wiadomość jest taka, że można wziąć tyle mleka ile będzie potrzebował nasz szkrab (zasada 100 ml nie dotyczy mleczka). Trzeba być jednak przygotowanym na to, że w trakcie odprawy możemy zostać poproszenie o posmakowanie zawartości buteleczki. Tak na wszelki wypadek jakbyście przewozili w niej arszenik 😉 My mieliśmy ze sobą też słoiczek z obiadkiem (200ml) i wyciskany deserek. Przeszliśmy odprawę bez problemu.

    O czym warto też powiedzieć to fakt, że podróżując z niemowlakiem możemy wziąć ze sobą torbę na dziecięce akcesoria (waga do 5 kg). Muszę przyznać, że to ułatwiło mi życie w sposób znaczący. Naprawdę ciężko jest spakować wszystko do jednej walizki.

    Dobrym pomysłem jest też oddanie torby do luku bagażowego. Może i po przylocie spędzisz 10-15 minut dłużej na lotinsku, ale będziesz mieć wolne ręce podczas wsiadania i wysiadania z samolotu. A jak wszyscy wiemy jest to bardzo ważne zwłaszcza przy małych dzieciach (a jeśli Twoje dziecko już chodzi to i przydałaby się dodatkowa para rąk albo i dwie:D)

    Udogodnienia

    Nieocenione jest to, że w dzisiejszych czasach prawie każdy samolot ma na pokładzie przewijak. Tak, więc nie ma się co martwić i przy dłuższym locie dzieciątko nie będzie musiało siedzieć w brudnej pieluszce. Jeśli potrzebujesz ciepłej wody do przygotowania mleka nie obawiaj się poprosić o nią stewardesse. Warto podkreślić, że jeśli Twoje dziecko nie ukończyło 2 lat za jego bilet zapłacisz o 90% mniej niż za swój 🙂 Jednakże dzidziuś będzie siedział razem z Tobą. Jeśli bierzesz ze sobą wózek możesz być pewna, że nie zapłacisz za niego ani złotówki. Dodatkowo na pokład samolotu możesz zabrać ze sobą jedno z większych akcesorii dziecięcych takich jak fotelik samochodowy czy łóżeczko turystyczne.

    Co warto mieć przy sobie

    Wiadomo, że dla dziecka może być to mecząca podróż albo po prostu maluch będzie się nudził. Dlatego pomyśl przed lotem o tym co musisz mieć pod ręką już w samym samolocie, aby czymś zainteresować małego podróżnika. Oczywiście ja już taką listę przygotowałam dla Ciebie:

    • pomyśl o smoczku albo o czymś co Twoje dzieko może ssać. Możesz też mieć ze sobą butelkę z wodą/herbatką/mlekiem i podać ją dziecku kiedy samolot będzie startował/lądował. Dzięki temu nie zatkają mu się uszka
    • koniecznie pamiętaj o ulubionej zabawce maluszka czy też przytulance. Nasz synek większość lotu przespał, ale starsze dzieci na pewno będą bardziej skore do zabawy. W takiej sytuacji warto spakować kredki, kolorowanki, książeczki. Dobrym pomysłem jest zabranie nowej zabawki, której dziecko jeszcze nie widziało. To powinno na jakiś czas zająć jego uwagę.
    • zawsze pamiętaj o tym żeby zabrać dodatkowe ciuszki i kocyk, ponieważ na pokładzie może być dosyć zimno.
    • dla starszych dzieci dobrym rozwiązaniem są kanapki, soczki, owoce no i ulubiony smakołyk.

    Na koniec chcę się podzielić tym co mnie najbardziej rozbawiło (mnie i mojego męża). Ludzie w samolocie patrzyli czasem z niedowierzaniem, że takie małe dziecko jest gotowe do tego żeby latać samolotem. Szczerze nie widzę w tym nic dziwnego, ponieważ jesli dziecko jest z rodzicami to wszedzię będzie się czuło jak w domu:) Nawet jeśli Twój maluszek będzie zestresowany nową sytuacją pamiętaj, że Twoje ramiona są dla niego najprzyjemniejszym miejscem.

    Jeśli macie jakieś pytania miejsce na komentarze jest dla Was:)

    Domowy chlebek- palce lizać.

    Domowy chlebek- palce lizać.

    Bycie Mamą zmieniło w moim życiu wiele. W sumie to ciężko by mi było, tak na szybko, wyliczenie tego co się w nim nie zmieniło 😀 Rytm dnia, nocy, sen, priorytety, wygląd, jedzenie. No i właśnie. Jedzenie. Czy ja się przed ciążą zdrowo odżywiałam? No niby tak bo i zero glutenu, mleka, dużo owoców i warzyw. Ale jednak większość tych rzeczy kupowałam w sklepie. I keidy zaczęłam kupować produkty dla małego zaczelam czytac te wszystkie opisy, składy itd. Czasami to aż przecierałam oczy z wrażenia. No bo weźmy takie biszkopty. Przecież kazdy powie, że są zdrowe. A te wszystkie E 471, E 475, E 477, cukier, syrop glukuzowo-fruktozowy. Jakoś przestało do mnie to przemawiać i zabrałam się za pichcenie w domu. O dziwo nawet mi się to spodobało.

    Dzisiaj chciałabym podzielić sie z Wami przepisem na coś bez czego większość ludzi nie wyobraża sobie życia. Uwaga uwaga…od dzisiaj nie będziesz już chodzić do piekarni po chleb! O tak. Chleb, który będziesz mogła bez obaw podać swojemu dziecku. Bez obaw, że dodano do niego ‚polepszacze’ nieznanego pochodzenia (fuj!). Bez obaw, że nie wiesz co w nim ‚siedzi’. A wiesz co jest w tym najlepsze? Że zajmie Ci to małą chwilkę. A jaka będziesz z siebie dumna. i domownicy zadowoleni. Dzieciaki będą wcinaż, że hej! Mojemu aż uszy się trzęsły 🙂 No to do dzieła Mamuśki (i nie Mamuśki).

    Składniki:

    25g drożdzy świeżych
    4 czubate łyżki płatków owsianych
    0.5 litra letniej wody
    0.5 kg mąki pszennej
    łyżeczka oliwy
    łyżeczka soli
    łyżeczka cukru
    nasiona wedle uznania kto co lubi. Ja zazwyczaj dodaję słonecznik i siemię lniane
    tluszcz do posmarowania formy

    Wykonnie:

    1. Do miski wlewamy letnią wodę, wsypujemy płatki owsiane, cukier, sól i pokruszone drożdże. Mieszamy wsystko aż do rozpuszcenia się drożdzy. Przykrywmy miskę i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut.
    Tak wygląda roztwór po rozpuszczeniu drożdży

    A tak po 20 minutach

    2. Po tych 20 minutach dolewamy oliwę i powoli wsypujemy mąkę cały czas mieszająć ciasto. Przy tym chlebku nie brudzimy sobie nawet rąk. Do mieszania używamy zwykłej łyżki stołowej. Mieszamy aż zrobi się jednolita gęsta masa. Tak, aby nie było widać nigdzie ‚suchej mąki’. Jeśli chcecie chlebek z nasionami to wrzucamy je do ciasta przed wsypaniem mąki.

    3. Tak przygotowane ciasto wlewamy do wcześniej wysmarowanej formy. Odstwiamy do czasu aż nagrzeje się nam piekarnik do 170 C. W tym czasie ciasto zdąży trochę podrosnąć w formie.

    4. Jak nagrzeje się nam piekarnik to wstawiamy chlebek na 1h.

    I Voila! Chlebek z złocista skórką jest już gotowy. Jakby to powiedziała jedna z topowych trenerek wszystkich Polek „Jestem z Ciebie dumna”.