Strajk nauczycieli i o co powinniśmy tak naprawdę walczyć

Wiem, że strajk nauczycielski to strasznie nośny temat. Dosłownie każdy o tym gada. Nawet celebryci się włączają i popierają nauczycieli. Mam wrażenie, że niektórzy robią to pod publiczkę i dlatego, że tak wypada, ale może (mam nadzieję) się mylę. Czas pokaże czy to wsparcie będzie cały czas zwłaszcza, że strajk został zawieszony na jakiś czas. Sama długo się zastanawiałam czy podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat i w końcu nadszedł ten dzień.

Fajnie, że nauczyciele pokazują dzieciakom, że nie można się poddawać. Dają im dobry przykład, że jak się czegoś bardzo pragnie to trzeba o to walczyć z całych sił. Gybym była na miejscu tych wszystkich nauczycieli pewnie też przyłączyłabym się do strajku bo kto nie chce zarabiać więcej pieniędzy? Zwłaszca jeśli się wykonuje zawód, który powinien być prestiżowym. Kiedyś nauczyciela się szanowało. I ten szacunek wynosiło się z domu. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy powiedzieć do nauczyciela/ki ‚ty g*upia ku*wo’ albo ‚odpie*dol się’. A byłam świadkiem takich i innych zapożyczeń z języka łacińskiego. Oczywiście bywali tacy edukatorzy, którym chciałam napluć w twarz albo i nie raz i dwa powiedzieć to i owo, ale jednak szacunek do drugiej osoby został mi wpojony od najmłodszych lat przez rodziców (żeby nie było niedomówień).

Więc jakby jakiś Brajanek mówił do mnie ‚szmato’ albo rozwalałby mi całą lekcję bo ma wziete z księżyca adehadesredehe to niewiele byłoby z mojej kariery nauczyciela bo myślę sobie, że albo by bachor dostał przez łeb albo miałabym wielką kłótnię z Karyną. Pewnie próba wytłumaczenia jej, że dziecko ma problemy nie przez szkołę i nauczyciela tylko po prostu przez złe wychowanie spełzłaby na panewce. I ludzie się dziwią, że nauczyciel chce więcej pieniędzy. Dałabym im chociażby za szkodliwe warunki pracy.

Ale! Bo zawsze jest jakieś, ale moi drodzy Państwo.

Szkoda mi tylko tego, że mało się mówi o tym co powinniśmy zmienić w pierwszej kolejności, czyli program nauczania. W naszym pięknym kraju to jest jedna wielka tragedia. Nic nie jest przemyślane. Encyklopedyzm za to góruje w na każdym etapie edukacji. Pamiętam jak na studiach uczyliśmy się co to jest owy encyklopedyzm i oczywiście żeby nie było żadnego zaskoczenia musieliśmy się regułki nauczyć kropka w kropkę. I żebyś o przecinku nie zapomniała bo wtedy to ogień piekielny murowany.

Dlaczego nie pozwalamy dzieciakom wybrać tego czego one same chcą się uczyć. Dlaczego od najmłodszych lat nie uczymy ich dokonywania wyboru? Dlaczego wymagamy od nich czasami rzeczy niemożliwych? Nie każdy musi być dobry z matematyki czy plastyki. Sorry, ale taka prawda jak ktoś tego nie lubi, nie ma do tego pasji to nauczyciel może się (za przeproszeniem) zesrać a i tak niczego dzieciaka nie nauczy. Jasne zda do następnej klasy, napisze sprawdzian na dostateczny bo przecież nauczy się czegoś na pamięć a za pięć minut już tego nie będzie pamiętał. Dlaczego nie pozwalamy dzieciakom rozwijać się w dziedzinie, którą szczególnie sobie upodobały tylko wymuszamy na nich żeby był zajebiste we wszystkim. A sami powtarzamy, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego.

I w sumie miałam tu pisać o nauczycielach, którzy wykonują tą pracę bez przekonania, bez jakiegokolwiek wysiłku ze swojej strony tylko czytając regułki ze swoich zeszytów z pożółkłymi już od starości kartkami. Ale jak im się tutaj dziwić jak od lat nic nie jest zmieniane. Jak muszą pracować z dzieciakami, które nie są zainteresowane tematem.

Kiedyś wkurzałam się na nauczyciela matematyki, który rozmawiał tylko z uczniami, którzy zdawali maturę z tego przedmiotu. Dzisiaj trochę go rozumiem bo po co miał tracić czas na tych, którzy i tak nic nie zrozumieją bo nie chcą albo już czasu na to brak, jak mógł lepiej przygotować innych do egzaminu dojrzałości.

Może jestem optymistką, ale wystarczy wyobrazić sobie zajęcia z historii, na którą przychodzą te osoby, które to lubią, interesują się tym i kochają to. Już widzę oczami wyobraźni te dyskusje, wymianę wiedzy i nikt mi nie powie, że wtedy uczniowie niczego by się nie nauczyli. Oczywiscie mówię tu o edukacji w latach poźniejszych np liceum. W podstawówce wiadomo dobrze żeby były wszystkie przedmioty i na tym etapie dzieciaki juz wyrabiałyby sobie swój kierunek zainteresowań.

Reasumując jako mama przyszłego ucznia mam nadzieję, że nauczyciele coś wywalczą tym strajkiem. Mam nadzieję, że kiedyś w Polsce ktoś weźmie się za system nauczania i dzieciaki zaczną chodzić do szkoły z chęcią a nie z przymusu. Fajnie byłoby też mieć więcej nauczycieli, którzy wykonują ten zawód bo chcą i się do tego nadają. Takich, którzy będą rozwijać osobowość dziecka a nie hamować bo musi myśleć schematycznie i być jak każdy inny. Wyrażam też nadzieję, że będzie coraz mniej nauczycieli promujących encyklopedyzm bo to do niczego nie prowadzi. Jedynie do tego, że 3razyZ (zakuj, zdaj i zapmnij) będzie cały czas na topie.

Jestem ciekawa co Wy tak naprawdę myślicie o tym całym strajku? Naszlo Was na jakieś przemyślenia? Czy w polskiej szkole coś się w końcu zmieni?