Czy tragedia w Darłówku czegoś nas nauczy?

Tym co parę dni temu wydarzylo się w Darłówku żyje cała Polska. Nie ma się co dziwić bo to olbrzymia tragedia. Jako człowiek strasznie  swspółczuję całej rodzinie, która straciła troje dzieci. Jako matka nie potrafię wyobrazić sobie ogromu bólu przez jaki przechodzą. Nie chcę tutaj rozmawiać o żalu jaki prawdopodobnie rodzice mają do siebie nawzajem, o pretensjach i poczuciu winy. Raczej chcę się zwrócić do wszystkich rodziców, którzy będą to czytać. PILNUJCIE swoich dzieci bo nikt inny za Was tego nie zrobi.

Niestety nawet spuszczenie dziecka z oka na parę sekund może skutkować tragedią. Zwłaszcza w zatłoczonym miejscu, gdzieś nad wodą, na plaży na lotnisku, w parku. W zasadzie wszędzie. Nawet w domu odwrócisz się w kuchni po cukier a dziecko złapie za kubek z gorącą kawą. Przecież znacie to z własnego doświadczenia prawda? Dzieciaki sa ruchliwe, wszędzie ich pełno a w głowie tylko zabawa. Nie myślą o niebezpieczeńswie, które na nich gdzieś tam czeka. Od tego mają rodziców. To oni są od pilnowania, od czuwania. Tak to my dajemy dziecku poczucie bezpieczeństwa. Dlaczego tak często zawodzimy?

Skąd tyle historii o tym, że znowu ktoś zostawił dziecko zamknięte w nagrzanym samochodzie? A przecież od tylu lat wałkowane jest żeby tego nie robić. Tyle się mówi (niestety) o sytuacjach, które kończyły się śmiercią takiego dziecka. Przecież samochód latem w pełnym słońcu to nic innego jak piekarnik na kółkach.

Dlaczego wciąż tyle dzieci biega samopas po ulicach, wjeżdzają na rowerach, hulajnogach na ulicę. Wchodzą do wody same bez asysty dorosłego. Zapominamy się. Niestety. Zapominamy, że dzieci są tylko dziećmi. Kiedyś sami nimi byliśmy i już w tym momencie zapalić się powinna czerwona lampka. Przecież wiemy jakie głupoty przychodziły nam wtedy do głowy…

Oczywiście nie chodzi mi o to żeby chodzić za dzieckiem krok w krok. Ale nauczyć je chociaż troszkę odpowiedzialności. Jedziesz z dzieckiem nad morze to wytłumacz co oznaczają kolory flag. Daj do zrozumienia, że bez dorosłego nie można wchodzić do wody. Opowiedz jak to może się skończyć.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że my rodzice myślimy, że wiemy lepiej niż osoby, które de facto są mądrzejsze, wiedzą więcej na dany temat i są po to żeby dbać o nasze bezpieczeństwo. Ile razy słyszeliście o Januszu, który pojechał na wakacje pierwszy raz od 1o lat i co nie wykąpie się? No jak nie a co tam czerwona flaga a co tam, że ratownik nie pozwala. Co może mi się stać! Ale później będą pretensje do ratownika…A dziecko też na to patrzy i powiela takie zachowania. Niestety.

Chceci więcej przykładów z życia wziętych? Proszę bardzo. Ostatnio leciałam samolotem i dziecko spytało (takie 3 letnie na oko) czy może usiąść tacie na kolanach. Oczywiście wielmożny tata zapytał stewardessy o pozwolenie a ona miała czelność odmówić. Takie dzieci powyżej 2 roku życia muszą już same siedzieć na fotelu i być przypięte pasami w momencie startu. Oczywiście pani tłumaczyła, że to ze względów bezpieczeństwa. Koniec końców dziecko się rozpłakało bo Pan Tata się rzucał strasznie, nadęty był, że hej. Sypał z rękawa tekstami typu ‚jak tak można, to męczenie dziecka, co to ma być, co to za samolot, co to za linie’. Już miałam wstać, już miałam coś powiedzieć, ale dotarło do mnie, że to i tak nic nie da. On się nie nauczy dopóki (tfu) się coś nie stanie. I kto tu naraża swoje dzieci? No często gęsto my rodzice…

Pamiętam, że mój post o trzymaniu dziecka na smyczy wywołał ogromne emocje. Bo przecież jak to dziecko na smyczy? Oczywiście to był cudzysłów bo dziecka nikt nie trzyma na smyczy jak psa. Po prostu ze względów bezpieczeństwa niektóre plecaczki dla maluchów mają dłuższy pasek, który służy rodzicom do upilnowania dziecka, do utrzymania go przy sobie w bezpiecznej odległości. Np na lotnisku. Podam przykład, gdzie byłam świadkiem jak Pani stała z dzieckiem i rozglądała się do, której kolejki podejść a dziecko myk w te pędy zaczęło sobie uciekać a matka nic nie zauważyła. To była może minutka nieuwagi. Odezwałam się i mówię ‚Przepraszam, ale dziecko Pani ucieka’. Nie muszę mówić jaką miała przerażoną minę. I to nie było lotnisko w Polsce tylko jedno z większych w Londynie. A taka smycz załatwiłaby sprawę. I już wolę być takim rodzicem ze ‚smyczą’ niż takim.

 

Tak moi kochani każdy może na chwilę stracić czujność, każdy chciałby poczuć się wolny na wakacjach. Odpocząć od pracy, od dzieci, odstresować się. I to jest OK, ale nie zwalniajmy się z obowiązku myślenia. Wystarczy, że weźmiemy ze sobą opiekunkę. Albo nawet na miejscu wybierzmy hotel, ośrodek, gdzie takie opiekunki można sobie wynająć np na 2-3h. Wiem, że to kosztuje. Ale lepiej mieć parę stówek mniej w kieszeni niż dziecko na sumieniu. Albo po prostu mieć dziecko cały czas na oku. Być z nim, bawić się z nim, słuchać go i nie odstępować na krok. Bo dziecko to nasz największy skarb.