K*rwa! Brakuje mi tej cierpliwości jak nie wiem co.

Zawsze chciałam mieć dwójkę dzieci. Takie moje młodociane marzenie. Sama mam rodzeństwo i nie wyobrażałam sobie, żeby moje dziecko było samo jak palec. Co się więc zmieniło? Brakuje mi cierpliwości. No ku*wa jak nie wiem co! To jest jakaś masakra. Nie wiem może ja już za stara jestem w końcu już po 30stce a dziecko dopiero będzie miało 2 lata. Może trzeba było się decydować na dzieci wcześniej? Wiem jedno moje dziecko doprowadza mnie czasami do szału. A co dopiero jakbym miała dwójkę? Jechałabym chyba do wariatkowa na sygnale.

Naprawdę kocham swojego syna najmocniej jak się da. Nie będę próbować tego opisywać bo po prostu się nie da. Żadne słowa nie oddadzą miłości matki do dziecka. No, ale czasami to mam ochotę schować się pod łóżko i udawać, że mnie nie ma. Pocieszcie mnie i powiedzcie, że będzie lepiej. Że ten dwulatek (żeby to był tylko ten bunt dwulatka) zacznie mnie w końcu słuchać. Że zrozumie co oznacza słowo NIE. Na dzień dzisiejszy czy ja powiem coś normalnym tonem, czy podniesionym głosem albo też i krzyknę to efektu nie ma żadnego. A jak już myślę, że do niego dotarło co Mamusia powiedziała to za chwilę znowu testuje moją cierpliwość. A jej jak na lekarstwo. Bo jak nie mieć dosyć kiedy mówisz dziecku, że nie można rysować kredkami po meblach a on z premedytacją i patrząc Ci prosto w oczy bierze tą niebieską kredkę i ciach ciach bazgroł na meblach gotowy. Milion razy możesz takiemu powtarzać, że nie można wypluwać jedzenia zwłaszcza na jasny dywan. I trylion razy, że nie można wchodzić na stół. No ku*wa jak mnie to wszystko irytuje.

#metoo dzisiejszy sposób na karierę

Mam takie dni, że najchętniej bym tylko leżała i buczała. A on jeszcze wyjdzie na środek pokoju i rozkruszy chleb z miną:  ‚to teraz sobie sprzątaj a ja idę się bawić’. I wtedy słyszę ciocie dobra rada ‚daj mu na dupę’ a ja sobie postanowiłam, że dziecka bić nie będę. I mam nadzieję, że wytrwam w tym postanowieniu do końca aczkolwiem przyznaję sama przed sobą i Wami, że ręka czasami swędzi. Krzyczeć też nie chcę bo to nie ma najmniejszego sensu a jest oznaką tylko tego, że Mamusia nie ogarnia i pokazuje swoją bezradność. Ale cierpliwości brak i zdaży się, że nerwy puszczają.

A synek jak to synek przyjdzie i przytuli się, na szyję zarzuci swoje malutkie łapki i sprzeda najpiękniejszy uśmiech jaki ma. I co ja wtedy mam zrobić? Wszystko wtedy raca i siły i cierpliwość i chęci na kolejne dziecko. I tak w kółko, codziennie ta sama pieśń.