Najlepsza Matka na świecie…

To ta, która jeszcze nia ma swoich dzieci. Taki mały ambaras. Podejrzewam, że większość zna a może i nawet była taką ‚Matką’ idealną. Ja również zgrzeszyłam i poszłam w tym kierunku. Patrząc na głośne dzieciaki w autobusie, niesłuchające swoich rodziców w sklepie, pyskujące i drące się, układałam sobie plan działania i z uporem maniaka twierdziłam, że moje dzieci takie nie będą. Dziwnym trafem nie mając ani jednej pociechy bardzo dobrze wiedziałam jak powinno się je wychowywać, kiedy i co powinny jeść, spać, kiedy i ile powinny spac. Po prostu chodząca encyklopedia. Byłam chodzącym ideałem. Niemal tak perfekcyjnym jak panie z reklam telewizyjnych i kolorowych magazynów.

O tak. Byłam tą najlepszą. Do czasu kiedy zostałam prawdziwą Mamą. Taką normalną, która popełnia błędy i nie boi się przyznać do porażek. Teraz kiedy ktoś z moich znajomych zaczyna swoje zdanie od ‚Jak będę matką/ojcem to moej dziecko nie będzie…’ mam zawsze jedną i tę samą reakcję:

Jeden wielki histeryczny śmiech. Zaufajnie mi i nie idźcie tą drogą. Nie jesteście w stanie zaplanować sobie tego co będzie. Dzieci są nieprzewidywalne. Tak samo jak macierzyństwo. Ale to pewnie już dzisiaj większość z Was wie. Czas więc trochę się pośmiać. O to moja lista tego co sobie zakładałam zanim zostałam Mamą:

1. Będę karmić moje dziecko piersią bo pierś to jedyna słuszna opcja. 

Taaa…niestety nie każda mama może karmić piersią (mówcie co chcecie) co oczywiście jest smutne. Ale dzisiaj wiem, że to nie pierś jest najważniejsza tylko najedzone dziecko, które jest szczęśliwe.

2. Moje dziecko będzie spało w swoim własnym łóżeczku. Wspólnemu spaniu mówię stanowcze NIE.

Czy ja naprawdę to powiedziałam? Nie wiem co ja sobie myślałam w tamtym momencie. Jak wyglądała nasza pierwsza noc w domu? Spaliśmy w trójkę w jednym łóżku. I tak nadal to robimy jeśli nasz sym obudzi się w nocy i chce do nas przyjść albo wtedy gdy jest chory i nie chce spać sam. I wiecie co? Uwielbiamy to. Zwłaszcza rano jak nas budzi tym swoim słodkim uśmiechem 🙂

3. Moje dziecko będzie miało tylko to co potrzebuje. Nie będzie bezsensownego wydawania pieniędzy na zabawki i ciuchy.

Szkoda, że nie możecie mnie teraz zobaczyć. Śmieję się z siebei tak, że omal nei rozbiłam zębów na monitorze. Przecież ja nie ptorafię wyjść ze sklepu bez kupienia czegoś dla mojego małego potworka. Jestem uzależniona. Niedługo mój mąż będzie musiał posłać mnie na odwyk.

4. Moje dziecko będzie jadło tylko zdrowe rzeczy.

Muszę powiedzieć, że bardzo się starałam. W ciągu swojego pierwszego roku życia dostał może z dwa trzy razy coś słodkiego. Caly czas sprawdzam etykietki i analizuję składy, ale nie jestem jakaś nawiedzona w tym temacie i kiedy moje dziecko chce zjeść parówkę to ja dostaje.

5. Postaram się stosować pieluchy wielokrotnego użytku.

I na staraniach się skończyło. Niestety brak czasu na pranie, wygotowywanie, wybielanie itp itd a szkoda bo wiem jak dużo chemii jest w pampersach.

6. Będę gotować oddzielnie dla swojego dziecka. NIE dla słoiczków. 

Prawda. Gotuję oddzielnie, ale do około roku były słoiczki i teraz też czasem posiłkujemy się gotowymi daniami. I słoiczki są spoko.

7. Moje dziecko będzie piło tylko wodę. NIE dla soków itp.

Trafił mi się smakosz soków. Powoli i z niebyt ogromną chęcią przekonuje się do wody. Ale nie mamy problemu z tym, że Mały woli soki.

8. Będziemy dbali o to zeby mieć czas dla siebie i wychodzić od czasu do czasu bez naszego dziecka.

Czas dla siebie? A co to takiego? A tak powaznie to czasem wyjdziemy sami np na kawę, ale nie mamy nic przeciwko temu, aby brać Małego ze sobą do znajomych czy restauracji. Wiem jesteśmy trochę masochistami.

9. Moje dziecko nie będzie oglądało TV.

Tutaj też się starałam, aby tej TV nie było no i tak do roku było naprawdę mało praktycznie w ogóle. Ale teraz kiedy mogę iść do toalety sama (bez widowni) tylko gdy ogląda jakąs bajkę to już tak nie protestuję. Mała rzecz a cieszy, ale naprawdę fajnie jest sikać bez patrzącej się na mnie pary oczu.

10. Będziemy uczyć nasze dziecko robić na nocniczek możliwie najwcześniej.

Na jakiś czas się poddałam. Dzicko jest troszkę oporczne póki co i woli się bawić swoim nocnikiem. Wkładanie do niego nóg albo udawanie, że to samochód sprawia mu niewyobrażalną fajdę.

To by było na tyle. Coś mi mówi, że nie ja jedyna chciałam być idealną Matką i poległam z kretesem. Aczkolwiek dla swojego dziecka jestem tym ideałem i jestem pewna, że z większością rodziców jest tak samo. Zawsze po drodze będziemy popełniać błędy i borykać się z rodzicielskimi porażkmi. Tak właśnie wygląda prawdziwe rodzicielstwo. Każdego dnia uczymy sie czegoś nowego. Mój syn jestem moim najlepszym nauczycielem. Najważniejsza lekcja, którą mi dał? Ideały nie istnieją.