Karmienie piersią okiem tej co chciała, ale nie było jej dane

Światowy tydzień karmienia piersią prktycznie się kończy i skłamałabym gdybym powiedziała, że się nie cieszę. Te wszechobecne ochy i achy, opisywanie tylko i wyłącznie zalet, lekko wprowadzają mnie znowu w wurzuty sumienia. No bo przeciez pierś jest najlepsza i to jedyny dobry wybór. Przynajmniej tak krzyczą do nas slogany. Oczywiście zgadzam się, że mleko matki to najlepszy start jaki możemy dać naszym maluchom, ale niestety nie każdej mamie jest dane karmić piersią. I teksty typu ‚każda mama może’, ‚każda mama powinna’, ‚każda mama ma mleko’, ‚za mało sie starałaś’, ‚za szybko się poddałaś’ nikomu nie pomagają a wręcz przeciwnie. Chyba zawsze będzie mnie dziwiło jak niektórym ludziom łatwo przychodzi ocenianie innych bez posiadania jakiejkolwiek wiedzy o sytuacji tych osób.

Z karmienia piersią można zrezygnować z kilku powodów. Nie tylko dlatego, że nam się nie chce, że jesteśmy leniwe itp. Mogłyśmy otrzymać za mało wsparcia, brak wiedzy, problem z sutkami, galaktozemia u dziecka, gruzlica czy inna choroba matki. Generalnie trochę tego jest, więc jak widać ‚nie kazda może’. A jeśli nawet może a nie chce to jej zasrane prawo i jej wybór i nic Ci do tego.

Chciałam, chciałam i nie dałam rady

Czyli jak to było u mnie. Przez całe 9 miesięcy bycia w ciąży nasłuchałam się opowieści o tym jak to w UK moga odesłać Cię do domu nawet jeśli odeszły Ci wody. Bałam się tego jak cholera bo przecież rodzenie w domu nie było w moich planach. No, ale jak to często bywa nic nie poszło zgodnie z tymi planami. No i że ja troszkę pechowa jestem to zostałam odesłana do domu ze skurczami co 5 minut. Bo niby rozwarcia nie było. Po powrocie do domu zakomunikowałam mężowi, że wracamy bo zdechnę. No i wróciliśmy i trzeba było zaraz rodzić bo z 0 zrobiło się 8 cm. Przemęczona byłam jak nigdy, zaczęły mi zanikać skurcze przez co mały też się męczył i zaczęło mu spadać tętno. No, ale nie o porodzie ma tu być mowa. W każdym bądź razie cała ta sytuacja wywarła na mnie takie wrażenie, że dojść psychicznie do sebie nie mogłam. Myślałam tylk o tym, że mogłam stracić ukochane, wyczekiwane dziecko. Nie chciałam zostać w tym szpitalu ani dnia dłużej. Więc na słowa położnej ‚jeśli dziecko straci 10% wagi urodzeniowej wrócisz z nim do szpitala’ zareagowałam panicznym strachem. Modliłam się żeby mały jadł, jadł i jeszcze raz jadł.

Karmienie piersią nie dla każdego

I z tym nie było problemu bo wisiał na cycku jak opętany. Cztery godziny w nocy nie były wystarczające. Ciągle płakał, że chce więcej.  Jakby tego było mało w szpitalu dostałam karteczkę, na której po jednej stronie były uśmiechnięte buźki a na drugiej smutne. I tak przy karmieniu piersią dłużej niż 40 minut widniała buźka smutna. A mój mały potrafił przyssać się do piersi na 1.5 godziny. Więc ja od razu panika, że coś jest nie tak, że się nie najada bo przecież smutna minka. Niestety tak jest jak zostajesz mamą poraz pierwszy i masz wiedzę zerową.

Prosiłam położną o jakieś wskazówki, ale jedyne co słyszałam to ‚dziecko jest dobrze przystawione’. Zmieniałam ciągle pozycje, próbowałam znaleźć taką, która będzie małemu najlepiej odpowiadała. Piłam herbatki mające niby pobudzić laktację, bawarki były na porządku dziennym. A Szkrab ciągle wyglądał na głodnego. Kolejny raz spróbowałam poprosić położna o pomoc mowiąc, że chyba mam mało mleka w piersiach. Na co ona dotknęła mego cycka i stwierdziła, że jest mleko. Więcej prób proszenia o pomoc z mojej strony nie było. Postanowiłam ściągać mleko żeby widzieć ile mały tak naprawdę go wypija. Elektryczny laktator nie zdawał u mnie egzaminu. O dziwo ręcznym szło mi lepiej. Niestety ściągając i przystawiając małego byłam wstanie ściągnać ok 90 ml mleka dziennie. Co mnie dobijało niezmiernie. Walczyłam o każdą kroplę. Wręcz pstwiłam się nad swoimi piersiami bo przecież ‚muszę’. Doszło do tego, że sciągając tak sobie podrażniłam sutki, że sikały krwią. Położna kazała mi zaprzestać na jakiś czas ścigać mleko z tej piersi. Znowu byłam podłamana bo skoro z dwóch ściągałam 90 ml dziennie to ile ściągne z jednej? A potrzeby małego nie malały tylko wręcz przeciwnie.

Jedyne o czym myślałam to to, że muszę dać małemu swoje mleko bo to najlepsze co może być. Ciągle płakałam, że tak kiepsko mi idzie i że mam tak mało mleka. Dobijało mnie to strasznie. Chyba nawet zaczęłam ocierać się o depresję. Miałam strasznego doła. Aż pewnego dnia ściągnęłam przez cały dzień 40 ml. Uznałam, że na tym muszę zakończyć swoją przygodę z karmieniem piersią. Nie mogę ciągle się umartwiać i zaniedbywać swoje dziecko bo jedyne co widziałam to cycki i laktator. Dzień, w którym zaczęliśmy karmić małego mlekiem modyfikowanym zapamiętam chyba na całe życie. Ta ulga, że mały jest najedzony a ja nie muszę znowu oddawać go teściowej czy komuś innemu żeby ściągać.

Tak karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka, ale czasami lepiej z tego zrezygnować. Jeśli Tobie i twojej rodzinie to nie służy i podjęłaś decyzję o rezygnacji z naturalnego karmienia pamiętaj, że nikt nie powinien Ci próbować wmawiać, że jesteś gorsza. Mleko modyfikowane to nie trucizna jak niektórzy próbują Ci wmawiać. Oczywiście nie rezygnuj z piersi jeśli sprawia Ci to przyjemność. Pamiętaj, że są grupy wsparcia, które mogą cię nakierować jeśli masz problemy z kp. Ale nie musisz tego robić na siłę jeśli nie chcesz.