Gdy Twoje dziecko ma ponad 40 stopni gorączki…

Nie będę Ci tutaj pisać o tym żebyś nie panikowała bo to jest raczej niewykonalne. W głowie ma się milion myśli, serce kołacze jak szalone i zastanawiasz się co robić. W takiej sytuacji naprawdę ciężko zachować zimny rozsądek czy też opanowac nerwy. Wiem bo sama to przeżyłam. Przez pierwszy rok Szkrabek nic nie chorował. No powiedzmy, że katarku nie będę zaliczać do chorób. Leków prócz paracetamolu jako tako też nie przyjmował. Jedyne co nam dokuczało to bolesne ząbkowanie. Byłam naprawdę wdzięczna za to, że mały był raczej okazem zdrowia. Aż przyszedł ten felerny dzień, o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć.

Koło 22.30 nasz synio zaczął przeraźliwie płakać. I to nie był byle jaki płacz. To był histeryczny płacz. Taki, którego nigdy wcześniej u niego nie słyszałam. Trzymając go w objęciach czułam, że ma gorączkę, ale nie podejrzewalam, że aż taką wysoką. Gdy termometr pokazał nam 40.3 °C równocześnie zamarliśmy i nie wiedzieliśmy co robić. Po chwili szoku musieliśmy się jakoś otrząsnąć. Nie wiem co i jak i dlaczego, ale coś mi podpowiadało co należy w tej sytuacji robić. Szybko rozebrałam małego do pampersa, podaliśmy mu paracetamol i robiliśmy zimne okłady na czoło, ale on nie przestawał płakać, a temperatura ani drgnęła. W tym czasie robiłam wszystko co umiałam, aby malutki chociaż trochę się uspokoił. Tuliłam go do siebie, bujałam w ramionach i śpiewałam jego ulubione piosenki. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Był strasznie zmęczony, ale nie mógł zasnąć. Płakał w niebogłosy aż się zanosił tym płaczem. Postanowiliśmy, że nie ma na co dłużej czekać i trzeba zadzwonić na 111.

Na nasze nieszczęście był to dzień, gdy angielski odpowiednik naszego NFZ został zaatakowany przez hakerów. Pani chciała nas wysłać do szpitala oddalonego o 3 h od naszego miejsca zamieszkania. Już widziałam jak mój mąż zaczyna pękać i jakby mógł to by przeszedł przez słuchawkę od telefonu i rozerwał kogoś na strzępy. Miła Pani zaczęła przepraszać i tłumaczyć, że mają coś z systemem. Mąż nie chciał słuchać dalej, rozłączył się i wykręcił 999. Tutaj milion pytań do. Czy dziecko oddycha? Ile oddechów na minutę? Czy krwawi? Czy płacze? Mąż musiał stać w pokoju, gdzie mały wył jak syrena alarmowa, aby Pani mogła posłuchać i sobie przyrównać ten płacz do…Bóg wie czego. Na koniec dyspozytorka kazała nam robić wszystko to co wcześniej już zrobiliśmy czyli okłady, paracetamol itd i czekać do godziny na telefon zwrotny, aby sprawdzić jak gorączka postępuje.

Załamałam lekko ręce. Chcę wierzyć, że w Polsce pogotowie przyjechałoby od razu. Oczywiście nie wiem czy tak by było, ale chcę się łudzić. Mąż już generalnie przekopywał się z nerwów przez podłogę do Chin. Oczywiście nie dziwiłam mu się bo w końcu drżał o zycie swojego dziecka. Zresztą tak samo i ja. Generalnie nie zamierzaliśmy się poddać i dalej walczyliśmy o przyjazd pogotowia. Mężu wykręcił po raz kolejny 111 i w rezultacie karetka zajechała po 2h. Do tego czasu temperatura spadła o 1 stopień.

Mili panowie medycy zrobili małemu podstawowe badania, osłuchali go i stwierdzili, że raczej nic złego się z nim nie dzieje. Spytali jeszcze czy ząbkuje i uznali, ze to właśnie jest przyczyna całego zamieszania, ale na wszelki wypadek mamy się pojawić na następny dzien na pogotowiu. Tak też zrobiliśmy i tam mały znowu został zbadany, osłuchany, zajrzano mu do gardełka i uszu. Diagnoza? Jeśli przez kolejne dwa dni będzie utrzymywała się temperatura idźcie do lekarza…

Ręce opadają. Generalnie wszystko opada portki, szczena, no wszystko i nie ma co zbierać…Pomyślałam, że to ta słynna 3dniówka skoro nie mogą niczego znaleźć. Ale gorczka utrzymywała się dłużej a wysypki brak. Mały słabł z dnia na dzień. Jak tylko zaczynał chodzić to od razu bęc na dupę. Po prostu nie miał siły:( Nie mogłam na to patrzeć. Czuliśmy się tak bezsilni, że nie możemu pomóc swojemu dziecku. Postanowiłam, że pójdę do tego zasranego lekarza i powiem, że chcę przekaz na pobranie moczu tu i teraz i nigdzie się bez tego nie ruszę! Na szczęście nie było to potrzebne bo miła pielęgniarka sama to zaproponowała. Nie wiem jak w końcu na to wpadli, ale po 4 dniach męki udało się.

Coś musiało wyjść w tym moczu bo po 20 minutach miałam do odebrania receptę na antybiotyk. Huuurrraaaa! Po 3 dniach malutki wyglądał już lepiej i na pewno czuł sie dużo lepiej. Oprócz tego pojawiła mu się wysypka, biegunka i wyrosły trzy zęby. Śmiem sądzić, że to dziecko przeszło i 3dniówkę i zapalenie dróg moczowych i jeszcze do tego ząbkowanie.

Ale przetrwaliśmy. I mam dla Was jedną radę kochane Mamuśki. Jeśli zauważycie, że dzieje się coś złego z Waszym dzieckiem. Dzwoncie na pogotowie. Nie dajcie się zbyć. Walczcie co sił. W końcu tak wysoka gorączka u małego dziecka to nie jest nic normalnego i zwiastuje jakiś stan zapalny. Warto też sprawdzić mocz. Następnym razem to będzie pierwsze co zrobię.