Jak się rodzi w UK

No to jak to jest?

Zanim zdecydowałam się na wyjazd do Anglii zawsze dało się usłyszeć o tym jak super jest być mamą w UK. Pieniędzy dużo, do pracy nie trzeba wracać a opieka? Pierwsza klasa. No i jak to zwykle bywa życie zweryfikowało te doniesienia. Otóż przyszło mi urodzić synka na obczyźnie i to we spomianej właśnie Anglii. Czy jestem zadowolona? Jestem Bogu wdzięczna, że mojemu Szkrabowi nic się nie stało i przyszedł na świat cały i zdrowy. Oczywiście ten tekst nie ma na celu przestraszenia kogoś bo i takie rzeczy na pewno zdarzają się na całym świecie.

Kąpiel zamiast porodu?

Zacznę od początku. Kiedy już poczujesz, że nadeszła ta wiekopomna chwila to nie ekscytuj się za bardzo, ponieważ zanim wyruszysz w drogę do szpitala, ze swoimi starannie spakowanymi torbami, musisz tam najpierw zadzwonić. W moim przypadku kazałam to zrobić mężowi. Ten zadzwonił powiedział jak było czyli, że skurcze co 5 minut, więc logicznym było, że chcemy przyjechać. No, ale nie tak szybko moja droga! Pani przy telefonie miłym głosem poradziła mężowi przygotować żonce ciepłą kąpiel. Kąpiel?! mówię. Chyba ją pogrzało.

Ale jaki miałam wybór? Ledwie się do wanny wtarabaniłam. Czułam się już jak prawdziwy wieloryb na wypasie. Wkurzona byłam co nie miara, że zamiast w szpitalu to ja w wannie. Jak się można było domyśleć nic ta magiczna kąpiel nie dała. Dzwonię więc ja: Dobry wieczór mam wrażeni, że mi wody odeszły.

Zbadamy Panią (na odpierdal)

Słyszę w telefonie jęk zawodu i nagle cudowne pozwolenie przyjazdu: Mhm no dobrze to Pani przyjedzie i zbadamy. Jest sukces sobie myślę. Do szpitala mieliśmy z 25-30 minut samochodem. Tam czekałam z 1.5h aż mnie wielmożna położna zbadała i oznajmiła: Ja tam nic nie widzę. Nie ma rozwarcia a skurcze nie trwają dłużej niż minutę. Wrociłabym na Pani miejscu do domu bo to jeszcze może długo potrwać. A po co w tych krzykach się stresować.

No co byś zrobiła tak na chłopski rozum? Zaufałam tej mendzie jednej. W końcu ona ma do czynienia codziennie z takimi przypadkami. Poza tym często się słyszy, że do pełnego rozwarcia można czekać i czekać. No to wróciliśmy. I tu moja Kochana działy się iście dantejskie sceny. Mówię do mojego (od razu po powrocie): Wracamy bo jak nie to ja tu zejdę. No umrę Ci tu. Albo się zesram. 

Gratulację! Rodzisz

To ostatnie podziałało i wpakowaliśmy się spowrotem do samochodu i w trasę! Troskliwa oczywiście siup paznokcie w tapicerkę. Ból taki, że to naprawdę szło się skichać. Nie dałam rady o własnych siłach dojść do szpitala, więc dostałam wózek inwalidzki (wiem jak to brzmi, ale serio miałam zajebisty wjazd na salę porodową). Ale zanim tam wjechaliśmy to trzeba było zadzwonić domofonem i się przedstawić…Rozumiesz to? Miejsce, gdzie kobitki rodzą jest zamknięte. To dlatego musisz najpierw dzwonić do nich żeby wiedzieli, że muszą się przygotować. No, ale nic w końcu wdarliśmy się tam i mówię do położnej (inna niż wcześniej) Daj znieczulenie bo nie daję rady. Jeśli to nie jest poród bo nie ma rozwarcia to ja nie wiem co to?!

Próbowała mnie trochę uspokajać, ale mialam gdzieś to co ona gadała. Po prostu chciałam żeby przestało boleć. A ona co? Ona do mnie z uśmiechem na tej (perfidnej) twarzy: Gratulacje. 8 cm rozwarcia bez znieczulenia. Rodzimy.

Przepraszam? Słucham? Czy ja się przesłyszałam do jasnej ciasnej? Z 0 do 8 cm w niecałą godzinę? Jaja se robicie?! Tylko i wyłącznie takie myśli mi się plątały w głowie. Poza tym spoko. Nie wzięłam toreb ze sobą z samochodu bo nie było jak i kiedy. Rodziłam w ciuchach bo nie było czasu na dyrdymały.

Przeć czy nie przeć o to jest pytanie

Wreszcie jak przyszło do parcia to nie wiedziałam co i jak. W końcu moje pierwsze dziecko, ale położna zdawała się mieć to gdzieś bo musiała wypisać papiery. Zamiast mi mówić kiedy przeć to się wypytywała, o której godzinie to wszystko się zaczęło. Kminisz to kobieto?! Skaranie boskie…Żadnego wsparcia nie miałam no i przez to, że tak późno nas przyjęli to skurcze zaczęły mi zanikać. Bajka co? Ale nie tak szybko bo robiło się jeszcze ‚lepiej’. Serducho małego zaczęło zwalniać. Bo i ja już nie miałam siły i on. Zaczęła się bieganina. Na cesarkę za późno bo mały już w kanale rodnym. Czysty horro. Na koniec Pani musi rodzić. TERAZ! 

No i Troskliwa urodziła. Zdrowego, cudownego Myszaka. 10 pkt. Dumna mama i dumny tata. Na kniec dostałam tościki. Mężuś kawkę. Ale tak naprawdę to mogą sobie to wsadzić głęboko w du*ę. Co z tego, że byliśmy sami na sali. Co z tego, że dali nam jeść i pić? Że przychodzili się pytać jak się czujemy? Wolałabym żeby od początku zajęli się mną tak jak trzeba.

Takich przypadków jest wiele. Dlatego tak częste są tutaj porody z użyciem kleszczy czy ssaków tzw potocznie odkurzaczy. Wiadomo, że jeśli ma być dobrze to wszędzie będzie i to niezależnie w jakim szpitalu czy kraju rodzisz. Natomiast musisz się nastawić na to, że w UK mają bardzo naturalistyczne podejście do tych spraw. Ja się strasznie zawiodłam i powiedziałam, że nigdy więcej dziecka w Anglii nie urodzę. Ale czas i życie pokażą.