Kojec- rozwiązanie dla leniwych rodziców

Właśnie tak dla LENIWYCH rodziców. Taką opinię usłyszałam od koleżanki gdy zapytałam czy nie wie przypadkiem gdzie najlepiej kupić takie cudeńko jak kojec. Moja reakcja? No ku*wica mnie wzięła i myślałam, że szlak mnie trafi. No bo jak inaczej można zareagować na taką głupotę? Jeszcze mało tego owa koleżanka ma w domu do pomocy swoją mamusie, która ogarnia jej dzieciątka. Taka to pewnie nie wie co to znaczy iść do toalety razem z widownią.

Nie żebym przesadzała czy coś, ale mój kochany synek ostatnio upodobał sobie chodzenie za mną do toalety. I jaką mu to radość niesłychaną sprawia. Najgorzej jak złapie się za moje nogi a ja nie mogę wstać i sobie portek podciągnąć. W sumie to jeszcze nie byłoby takie złe (no serio ja mogę wiele znieść). Ale łapanie się mojej nogi przy każdej okazji, gdy robię coś w kuchni to doprowadza mnie do szewskiej pasji. Nic tylko usiąść i nic nie robię (pewnie nie jedna o tym marzy). No ale chłop jeść musi (w końcu po robodzie i jemu się coś należy) i obiad zrobić trzeba. Przynajmniej raz na jakiś czas;) Tylko zagwozdka jak i kiedy, gdy Twoje dziecie z uporem maniaka próbuje ściągnąć ci spodnie z tyłka:/

Nigdzie się człowiek ruszyć nie może bo takie to małe przyklei się do ciebie jak rzep psiego ogona. O sprzataniu to już nie wspomnę. A o prasowaniu to już w ogóle lepiej zapomnieć. Jeszcze zachciałoby mu się pobawić kabelkami albo powspinać na deskę do prasowania. Takiemu nigdy nie wiesz co do głowy wpadnie. Generalnie ogarnięcie w domu czegokolwiek to jak „Mission Impossible”.

Pomyślałam więc sobie, że w końcu trzeba zmienić tą patową sytuacją i wpadłam na genialny (wydawałoby się) pomysł kupienia kojca. Na początku rzeczywiście się wkurzyłam a później tylko myślałam czy nie pacnąć koleżanki w glowkę, ale w końcu po co? To moje dziecko, mój kojec i moja decyja. I wiecie co? Najlepsza jaką mogłam podjąć. Dzieciaczek ma duuużo miejsca w środku i swoje ulubione zabawki. Wiem, że nic mu się nie stanie i nie wyjdzie z pokoju niepostrzeżenie w kierunku (ulubionym) schodów. Bez problemu mogę wyjść do toalety kiedy tylko chcę (mi się zachce). I nie muszę się martwić, że drzwi są otwarte i ktoś ujrzy moje tylnie (czy przednie) oblicze. No i obiad można spokojnie ugotować za pomocą obu rąk, dom ogarnąć i poprasować stertę (sterty) ciuchów.

I co moje dziecko będzie jakieś gorsze bo czasami posiedzi sobie w kojcu? Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie zauważyłam żeby działa mu się jakaą krzywda. A, że ktoś powie, że jestem leniwa? Jeśli to oznacza, że moje dziecko jest bezpieczne w czasie kiedy ja muszę na chwilę wyjść z pokoju to tak owszem jestem LENIWA. I to do kwadratu jeśli komuś mało. Serio nie bójmy się tego co powiedzą o nas inni. Zazwyczaj są to osoby, które g*wno wiedzą o naszej sytuacji i myślą tylko jednotorowo. A komfort sikania bez pary oczu wpatrujących się we mnie jest naprawdę wart wszystkiego (i przynajmniej nie chodzę sfrustrowana). Mówię Wam dziewczyny pozwólcie sobie i wy na to! Kojec nie gryzie:) Chwila relaksu też nie:)

Piszcie czy i Wy posiłkujecie się takim kojcem czy dajecie radę ze wszstkim bez ‚ułatwiaczy’.